
We wrześniu 1939 r., w efeckie brutalnego najazdu legła w gruzach II Rzeczpospolita. Ów wyłoniony po „nocy zaborów” twór polityczny właśnie wówczas zdawał się nabierać dynamiki rozwoju przytłumionego na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych światowym kryzysem gospodarczym.
Od roku 1936 światowa koniunktura wyraźnie sprzyjała polskiej gospodarce, a nasze surowce – zwłaszcza górnośląski węgiel transportowany magistralą kolejową do portu w Gdyni, dumy międzywojennej Polski – znajdywały coraz liczniejszych odbiorców. Kraj wciąż opierał swoją gospodarkę na często zacofanym rolnictwie, niemniej i tej dziedzinie dało się zauważyć poprawę sytuacji. Zaznajomieni z nowoczesnymi metodami upraw wielkopolscy chłopi chętnie osiedlali się na żyznym Podolu i Wołyniu przyczyniając się do rozwoju dotąd zaniedbanych kresów. Imponujące zamierzania industrializacyjne zrodzone w umysłach m.in. Eugeniusza Kwiatkowskiego były już w toku wstępnej realizacji, a planowany Centralny Okręg Przemysłowy miał szansę stać się jednym z istotniejszych zagłębi maszynowego wytwórstwa w tej części kontynentu. Z roku na rok w urzędzie patentowym rejestrowano coraz to nowe rozwiązania techniczne świadczące o wyjątkowej kreatywności naszych wynalazców.
Odnajdywane przypadkowo schematy i plany niektórych urządzeń nierzadko wprawiają w osłupienie współczesnych inżynierów śmiałością nowatorstwa. Według wiarygodnych przekazów wczesną wiosną 1940 roku planowano uruchomić eksperymentalny program telewizyjny nadawany ze stołecznego hotelu „Warszawa”. Zresztą pierwszych prób na tym polu dokonano już przeszło rok wcześniej. Niewątpliwie prześmiewcza idea „szklanych domów” stopniowo nabierała realnych kształtów, o czym świadczył ówczesny bujny rozwój architektury. Nowoczesne osiedla mieszkaniowe na warszawskim Żoliborzu czy Saskiej Kępie wzbudzały zdumienie nie tylko wśród mieszkańców stolicy, ale też licznie zamieszkujących na drugiej z wspomnianych dzielnic przedstawicieli dyplomacji. Rewolucyjne wręcz plany prezydenta tegoż miasta Stefana Starzyńskiego zakładające m.in. wytyczenie nadwiślańskich bulwarów oraz wzniesienie w tym rejonie dzielnicy rozrywkowej podjęto na nowo dopiero w ostatnich latach.
Również przejawy zachodniej kultury popularnej, reglamentowanej w PRL w jeszcze większym stopniu niż mięso wieprzowe czy banany, docierały do przedwrześniowej Rzeczpospolitej zaskakująco prędko. Filmy, utwory muzyczne, sztuki sceniczne, książki, komiksy i mnóstwo innych zjawisk popkultury spolszczano niemal nazajutrz od chwili ich zaistnienia na rodzimym rynku amerykańskim, brytyjskim czy francuskim. Według długofalowych prognoz w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych poziom życia ogółu społeczeństwa Polski miał zbliżyć się do najbardziej rozwiniętych pod tym względem nacji europejskich. Wszystko to przepadło w te wrześniowe dni 1939 roku pośród ryku Sztukasów i pod naporem pancernych zagonów Hitlera i Stalina … Nie trzeba nikogo przekonywać, że szok wywołany upadkiem II Rzeczpospolitej był wręcz druzgocący i dla wielu nie do pomyślenia. Buńczuczne hasła pokroju: „Nie oddamy nawet guzika od munduru” dla jednych stały się przedmiotem kpin, dla innych zaś powodem do pogłębiającej się depresji. Zresztą wódz naczelny marszałek Edward Śmigły-Rydz już w trzecim dniu wojny konstatował: „Jest gorzej niż przypuszczałem”. I rzeczywiście, bo nieznana dotąd taktyka „Wojny Błyskawicznej” całkowicie zaskoczyła polskie dowództwo spodziewające się konfrontacji znacznie bardziej przypominającej te z doby I wojny światowej oraz naporu Bolszewików.
Tymczasem niemieckie jednostki z przerażającą skutecznością i w nadspodziewanie szybkim tempie złamały opór większości polskich armii stacjonujących w zachodnich województwa II RP. Pospiesznie organizowana obrona na tzw. Przedmościu Rumuńskim na południowo-wschodnich kresach ówczesnej Polski nie miała szans realizacji w skutek sowieckiej agresji, a jak doskonale wiadomo nasi zachodni sojusznicy nie wywiązali się z obietnic pomocy. Defetystyczne nastroje w społeczeństwie pogłębiła rekordowo mroźna zima przełomu 1939/1940 roku oraz nadspodziewana brutalność niemieckiej okupacji. Nic zatem dziwnego, że w podziemnej prasie zaroiło się od arcykrytycznych ocen tzw. rządów sanacyjnych, a usiłujący odnaleźć się w strukturach konspiracyjnych niegdysiejsi piłsudczykowscy notable częstokroć odprawiani byli z przysłowiowym kwitkiem.
Uspokojenie nastrojów przyszło wraz z kompromitującą klęską Francji oraz pospieszną ewakuacją Brytyjczyków, gdy okazało się, że główne mocarstwa kontynentu również nie zdołały powstrzymać naporu rozzuchwalonego zwycięstwami w Polsce i Skandynawii Wehrmachtu. Abstrahując od poczucia beznadziei i coraz powszechniejszym przekonaniu o niezwyciężoności niemieckiej machiny wojennej pozostało wspomnienie o utraconej państwowości i niespełnionych szansach rozwoju zarówno indywidualnego jak i zbiorowego. Te zaś prędko nabrały znamion mitu częstokroć aż nazbyt bezkrytycznego. Nie dziwi to jednak w kontekście dalszych dziejów Polski naznaczonych bezprecedensową w swym okrucieństwie niemiecką okupacją oraz kilkudziesięcioletnim uzależnieniem od Kremla.
Tymczasem niemieckie jednostki z przerażającą skutecznością i w nadspodziewanie szybkim tempie złamały opór większości polskich armii stacjonujących w zachodnich województwa II RP. Pospiesznie organizowana obrona na tzw. Przedmościu Rumuńskim na południowo-wschodnich kresach ówczesnej Polski nie miała szans realizacji w skutek sowieckiej agresji, a jak doskonale wiadomo nasi zachodni sojusznicy nie wywiązali się z obietnic pomocy. Defetystyczne nastroje w społeczeństwie pogłębiła rekordowo mroźna zima przełomu 1939/1940 roku oraz nadspodziewana brutalność niemieckiej okupacji. Nic zatem dziwnego, że w podziemnej prasie zaroiło się od arcykrytycznych ocen tzw. rządów sanacyjnych, a usiłujący odnaleźć się w strukturach konspiracyjnych niegdysiejsi piłsudczykowscy notable częstokroć odprawiani byli z przysłowiowym kwitkiem.
Uspokojenie nastrojów przyszło wraz z kompromitującą klęską Francji oraz pospieszną ewakuacją Brytyjczyków, gdy okazało się, że główne mocarstwa kontynentu również nie zdołały powstrzymać naporu rozzuchwalonego zwycięstwami w Polsce i Skandynawii Wehrmachtu. Abstrahując od poczucia beznadziei i coraz powszechniejszym przekonaniu o niezwyciężoności niemieckiej machiny wojennej pozostało wspomnienie o utraconej państwowości i niespełnionych szansach rozwoju zarówno indywidualnego jak i zbiorowego. Te zaś prędko nabrały znamion mitu częstokroć aż nazbyt bezkrytycznego. Nie dziwi to jednak w kontekście dalszych dziejów Polski naznaczonych bezprecedensową w swym okrucieństwie niemiecką okupacją oraz kilkudziesięcioletnim uzależnieniem od Kremla.
Podobnie jak zanana z dialogów platońskich mityczna Atlantyda również i II Rzeczpospolita uległa gwałtownej i niespodziewanej zagładzie. Kraj niewątpliwie trawiony był licznymi problemami, zwłaszcza natury gospodarczej oraz etnicznej, a i model ówczesnych rządów z perspektywy zwolenników demokracji parlamentarnej pozostawiał wiele do życzenia. Mimo to ów twór polityczny postrzegany przez ogół ówczesnego społeczeństwa jako wspólne, wywalczone dobro wypatrywane przez wcześniejsze pokolenia niewolone zaborami. Mimo, że przepadł niczym wspomniany legendarny ląd, to jednak może stanowić inspirację dla tych, którym dane jest modernizować współczesną Rzeczpospolitą.
Przemysław Mazur





