Historia interaktywna

Nie uchybiając nic osobom zaangażowanym w organizacje imprez rocznicowych trudno nie dostrzec, że nie wszystkim uczestnikom tego typu celebracji odpowiada ich formuła. Jak zatem trafić do tej części publiki, która dla przyswojenia treści patriotycznych potrzebuje nieco odmiennych bodźców? 
Odpowiedź znana jest już od dawna – kultura popularna. To właśnie za jej sprawą z pozoru ciężkostrawne treści nabierają znacznie atrakcyjniejszej formy. Przykładów również nie trzeba daleko szukać, bo idea grup rekonstrukcji historycznej idealnie wpisuje się w potrzeby nie szablonowej prezentacji dorobku minionych pokoleń. 
 
Historia ożywiona 
 
Tradycja tworzenia grup rekonstrukcji historycznej sięga co najmniej dwudziestolecia międzywojennego, kiedy to w Stanach Zjednoczonych zawiązały się pierwsze „bractwa” imitujące starcia z czasów amerykańskiej wojny o niepodległość oraz osławionego konfliktu „północ-południe”. W latach siedemdziesiątych od podobnych grup zaroiło się również w Europie, choć siłą rzeczy zainteresowanych nieco innymi momentami dziejowymi niż wspominana wojna secesyjna. Stąd w Hiszpanii i Portugalii całkiem nieźle mają się grupy rekonstruujące ekwipunek kastylijskiego i aragońskiego rycerstwa z czasów rekonkwisty czy podboju Nowego Świata, Francuzi specjalizują się w wojnie stuletniej oraz epoce napoleońskiej, a Brytyjczycy (którzy mogą pochwalić się największą ilością tego typu grup) z pozazdroszczenia godnym profesjonalizmem odtwarzają starcia armii parlamentu z oddziałami króla Karola I. Pomimo ogromnych kosztów wiążących się z tą „zabawą” amatorów udziału w rekonstrukcjach wciąż nie brakuje. 

W naszym regionie z dużym powodzeniem działa kilka grup rekonstrukcyjnych – m.in. Grupa Rekonstrukcji Historycznej „Narew” oraz analogiczna grupa z Grajewa kultywująca tradycje 9 Pułku Strzelców Konnych stacjonującego niegdyś w tym mieście. Imprezy z ich udziałem stanowią z reguły najmocniejszą część wielu imprez plenerowych przyciągając niezmiennie tłumy zainteresowanych. Bez względu na wszędobylską ekspansję multimediów prezentowane przy tej okazji repliki broni oraz ekwipunku wojskowego stanowią nie lada gratkę zarówno dla młodych bywalców tego typu imprez jak też i nieco starszych wiekiem widzów. Okoliczność, że pomiędzy imprezami przedstawiciele grup rekonstrukcyjnych udzielają się również przy konserwacji zarówno dawnej broni jak i obiektów fortecznych stanowi dodatkową okazje do wzbogacenia wiedzy o danej epoce.   
 
Muzeum jakiego nie było
 
O ile na zachodzie Europy placówki muzealne tej klasy co Muzeum Powstania Warszawskiego to w nikim nie wzbudzający emocji standard, o tyle wspomniane miejsce ekspozycji, pełne multimedialnych atrakcji i przekonujących aranżacji wciąż pozostaje u nas ewenementem. Jeszcze w 2006 roku planowano powołać do istnienia Muzeum Historii Polski, instytucje dysponującą przeszło trzykrotnie wyższym budżetem niż wspomniana wcześniej placówka. Jej zbiory miały być udostępniane zwiedzającym w warszawskim Pałacu Saskim, którego odbudowę planowano zakończyć wraz z wczesnym latem 2008 r. Do niczego takiego jednak nie doszło ze względu na cofnięcie obiecanych funduszy przez ministra Zdrojewskiego (wielokrotnie dawał on zresztą wyraz, że znacznie bardziej interesują go zagadnienia związane np. z budową tarczy antyrakietowej niż przepisanej jego funkcji problematyce m.in. promocji dziedzictwa narodowego). Pozostaje mieć nadzieję, że pewnego dnia zarzucone plany zostaną na nowo podjęte, a świetnie zaaranżowane Muzeum Powstania Warszawskiego straci status unikatu w skali kraju.  

Przeszłość zaanimowana  
 
Tomasz Bagiński to bodajże najbardziej wzięty współcześnie grafik komputerowy parający się m.in. tworzeniem animacji. Odkąd przebojem wdarł się do świadomości widzów krótkometrażowym filmem „Katedra” (nominowanym zresztą do Oscara) opartym na prozie Jacka Dukaja wyraźnie nie może opędzić się od zleceń i ofert współpracy. Obok animacji promującej polską prezydencję unijną w dorobku tego twórcy znalazła się również „Animowana Historia Polski” przygotowana na potrzeby prezentacji podczas odbywającego się w Szanghaju „EXPO 2010”. W zaledwie ośmiu minutach kierowany przez Bagińskiego zespół twórczy zawarł wybór najważniejszych momentów w dziejach naszego kraju. Mamy tu zatem początek i utrwalenie polskiej państwowości, równoległą z tym procesem chrystianizacje, sceny konfrontacyjne, zasygnalizowanie zjawisk kulturotwórczych i gospodarczych – a zatem przysłowiową „przekrojówkę” poprzez epoki. A wszystko to ujęte w efektownej, dynamicznej formule. 
Wzbogacona nastrojowym tłem muzycznym z reguły zbiera pochlebne recenzje – także wśród odbiorców, którzy jak do tej pory nie przejawili szczególnej gorliwości w zgłębianiu niuansów historii. Z kolei krótki film „Grunwald: walka sześćsetlecia” okazał się udanym elementem kampanii promującej rocznicę zwycięstwa nad Krzyżakami. Aż żal, że w ostatnich czasach nie bardzo jest się czym pochwalić na polu długometrażowych produkcji. Niewykluczone, że „1920 Bitwa Warszawska” Jerzego Hoffmana oraz polsko-turecko-włoska koprodukcja „Bitwa pod Wiedniem” nieco poprawią ten stan rzeczy, a tym samym wzmogą zainteresowanie momentami dziejowymi o których traktują wspomniane filmy. 
 
Wyruszyć na Dzikie Pola
 
Tak przynajmniej było w przypadku „Ogniem i mieczem” z 1999 roku. Bowiem za sprawą tej produkcji dało się zauważyć wzrost zainteresowania Rzeczypospolitą Szlachecką z czego skwapliwie skorzystali m.in. producenci gier fabularnych. Cieszące się wówczas ogromną popularnością robiły istną furorę m.in. wśród ówczesnych adeptów szkół średnich oraz studentów. Powstały dwa lata wcześnie system „Dzikie Pola” właśnie wówczas przezywał apogeum swej popularności, co znalazło swój przejaw nie tylko w kolejnych dodatkach do gry, ale też kolekcjonerskiej grze karcianej „Veto!”, której turnieje rozgrywane są regularnie w całej Polsce. Zarówno „karcianka” jak i gra fabularna od strony merytorycznej przygotowano z pieczołowitą starannością. Stąd mnóstwo w nich informacji nie tylko w zakresie militariów i historii politycznej, ale też życia codziennego doby XVII w. Tym samym potencjalny gracz niejako skazany jest na bezwiedne chłonięcie tej wiedzy. Stąd walor edukacyjny tego typu rozrywek jest nie do przecenienia. 
Obecnie gry fabularne w tradycyjnej, książkowej formie, nie znajdują już tak licznego grona wielbicieli co jeszcze przed kilkoma laty. Z powodzeniem przeniosły się jednak na bardziej dynamiczne nośniki typu konsole i komputery. Przejawem tego jest chociażby gra „Polskie Imperium”, a także „Ogniem i mieczem” zrealizowane przy walnym udziale pisarza Jacka Komudy. Zresztą to właśnie on był pomysłodawcą „Dzikich Pól” stanowiących niejako „wypadkową” jego twórczości literackiej. Autor bowiem nie kryje swej pasji wobec epoki wojowniczych szlachciców co znajduje swój przejaw w powieściach takich jak „Wilcze gniazdo”, „Opowieści z Dzikich Pól” oraz entuzjastycznie przyjętym cyklu „Orły na Kremlu”. Nie odrzuca przy tym ogromu możliwości jaki stawia przed pełnym pomysłów twórcą kultura popularna. Stąd też ochoczo udziela się przy realizacji gier komputerowych/sieciowych zaszczepiając tym samym wiedzę i pasję do przeszłości także tej części odbiorców, którzy tylko okazjonalnie sięgają po słowo drukowane. 
Historia ujęta w „kadr” 
 
Osiemnastego czerwca 2011, w warszawskim Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki „Przystanek Historia” odbył się I Festiwal Komiksu Historycznego. Pomysłodawcą imprezy był wielbiciel obrazkowej narracji Dariusz Cybulski, który we współpracy z pracownikami Instytutu zainicjował promocje tego segmentu wydawniczego. Otwarcia wystawy dokonał dyrektor warszawskiego oddziału IPN prof. Jerzy Eisler. W festiwalu wzięły udział liczne wydawnictwa takie jak Prószyński i Ska, Egmont Polska, Zin Zin Press czy Bellona. Nie zabrakło również coraz bogatszej w tym zakresie oferty IPN zapoczątkowanej publikacją przez rzeszowski oddział tej instytucji komiksu „Wbrew nadziei. Opowieść o Łukaszu Cieplińskim ps. „Pług” do scenariusza Wojciecha Birka (tłumacza, publicysty oraz pracownika naukowego Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Rzeszowskiego).  
Od chwili premiery tego tytułu wśród podobnych tytułów znalazły się m.in. poświęcony żołnierzom wyklętym cykl „Wilcze tropy”, „Łupaszka 1939” oraz „Wyzwolenie? 1945”. Odpowiedzialny za ich warstwę literacką i merytoryczną  – historyk Sławomir Zajączkowski – zadbał by treść tych publikacji z jednej strony nie raziła nadmiarem dydaktyzmu; z drugiej zaś zawierała odpowiednią dawkę kompetentnych informacji przy równoczesnej wartkości fabuły. Inne godne uwagi publikacje w tej formulę to m.in. tryptyk „Monte Cassino”, „Westerplatte: załoga śmierci” oraz „Anna chce skoczyć” traktujący o wydarzeniach praskiej wiosny. 

Współcześnie komiks nie jest już tak popularnym medium jak w latach 70. czy 80. minionego wieku ustępując pola multimediom. Mimo to istnieje pewne grono nastoletnich odbiorców dla których ta forma narracji wciąż pozostaje atrakcyjna. Tym samym może stanowić skuteczny „nośnik” do przekazywania treści historycznych i patriotycznych oraz pomoc dydaktyczną dla nauczycieli historii.

 

Przemysław Mazur

 

Tagi: